czwartek, 14 maja 2015

Rozdział V

                                                 Nieznajoma

 D zień był cudowny. Słońce przyjemnie spoglądało, schowane delikatnie za śnieżnymi kłębkami chmur. Wiatr lekko bujał liście drzew. Hinata leżała w łóżku szpitalnym ubrana w kremową koszulę do kolan.
-Naruto-kun.....Uratował mnie-pomyślała czerwieniąc się i przyciskając śnieżny koc do piersi.
                                                                             *** 
Naruto jak zwykle przebywał w Ichiraku Ramen spożywając pożywny posiłek. Przypominał sobie cały bieg zdarzeń."Ciekawe co u Hinaty"myślał wcinając pałeczkami ciepły makaron. Wiele jej zawdzięczał, jej miłość, poświęcenie, uprzejmość, którą mu okazywała.....i to, że jako jedyna nie widziała w nim głupka tylko wielkiego bohatera, prawdziwego ninje z wioski Konohy. Nawet Sakurcia uważała go za skończonego durnia. "To co, że jest nieśmiała i mdleje na mój widok. Nie dziwię się jej, ojciec jedyne co chciał w swoich dzieciach widzieć to siłę i bezwzględność. Nie okazywał jej żadnych uczuć....Może i nie przeżyła tego co ja ale też cierpiała....". Rozmyślając tak nawet nie spostrzegł, że zjadł całe ramen.
Wtem ukazała się postać idąca przez puste ulice Konohy. Jej bordowy płaszcz ciągną się po ziemi a jej kaptur przykrywał tajemniczą twarz. Widać było tylko czarne kosmyki włosów lekko chwiejące się pod wpływem wiatru. Delikatnymi i powolnymi ruchami zmierzała do Ichiraku. Jej krok był wolny ale śmiały i pewny. Naruto bacznie przyglądał się nieznajomemu. Raz po raz słychać było tupot stóp stawiających kroki. "Kto to jest" myślał żółto włosy patrząc jak tajemnicza postać siada obok niego. 
- Kim jesteś?- zapytał
- To ty huh? Znany na całym świecie Naruto Uzumaki- odpowiedział nieznajomy słodkim lecz pogardliwym  głosem-
Pełen sławy bohater pyszny i dobry z obrazka huh?- dodała biorąc łyk wody
-Ty...!!!- denerwował się
-Rozkapryszony dzieciak z wielkim ego!-powiedziała  kładąc dłoń na blat.
-Co ty możesz wiedzieć?! - krzyczał zdenerwowany niebieskooki.
-Wiem na pewno więcej od ciebie przerośnięty głupku- warknęła odchodząc od niego.
-Nie odchodź teme!- krzyknął rozwścieczony biegnąc w stronę tajemniczej postaci
-I ty zwiesz się bohaterem huh? Ten, który wyzywa kobiety to ci przykład-powiedziawszy to zaczęła się śmiać  i zniknęła.
-EEE?!- krzyknął 
- Co się stało Naruto?- zapytał staruszek
-E...eh...nic....Ile płacę???- odpowiedział
-Na koszt firmy! Należy ci się Naruto!- powiedział z uśmiechem
-Arigato staruszku!-powiedział po czym skierował się w stronę lasu
Potężne wielkie rośliny otaczały blondyna. Ich zielone liście lekko chwiały się, przez co unosił się wokół szum...bardzo przyjemny. Ogarną go zapach rześkości, czystego powietrza, które aż miło było nabierać do płuc. "Brakowało mi tego.....Tego spokoju,ulgi...." To pomyślawszy podszedł  do drzewa. "Pamiętam to....pamiętam"myślał dotykając wyrytych dawno temu linii. "Jakże wiele wspomnień tu pozostawiłem tego, że brnąłem do upragnionego marzenia...Jak wiele potu i krwi wylałem tu. A teraz ponownie jestem tu silniejszy. Osiągnąłem prawie mój cel. Kto by pomyślał najgłośniejszy smarkacz w wiosce został bohaterem"- chichotał
Wtem przed oczyma znów ujrzał postać z knajpy. "Kto to mógł być" myślał opierając się o starego dęba. "Nie znam jej a przynajmniej jej chakry...jest jakaś dziwna" dumał. 
-Naruto-kun- odezwał się słodki głosik
-A Hinata!- ucieszył się młodzieniec- Co tu robisz?-dopytywał się
- Musiałam....eee..zaczerpnąć świeżego powietrza- powiedziała rumieniąc się
-Wszystko dobrze już z tobą?- zapytał
-Hai!- powiedziała wstydząc się-Przepraszam...em...za to wszystko....ee..nie wiem co we mnie wstąpiło-dodała
-Nic się nie stało- powiedział uśmiechając się- ważne, że  jesteś cała- dodał szczerząc białe zęby.
-Em....Przysporzyłam tylko kłopotów....Jak odchodziłeś z Sakurą, napotkałam pewnego dostawcę...Niósł jakąś przesyłkę a ja ją zbiłam...tak się za to winiłam, że nie zauważyłam jak szary dym z fiolki zmierza ku mnie...Opanował moje emocje.....zaostrzył je....ja...ja naprawdę przepraszam...-powiedziała ze łzami w oczach.
-Hinata- szepnął kładąc na jej policzku dłoń- Nic się nie stało na prawdę. Wyjaśnimy to jutro. Pójdziemy do Tsunade i porozmawiamy nie martw się- dodał ocierając łzy lawendookiej.
-Naruto-kun arigato- szepnęła słodko 
-Aaaaaaaa!!!- odezwał się nieznajomy krzyk
-Huh? Co to?- zapytała dziewczyna
-Byakugan!-krzyknęła Hyuuga a wokół jej oczodołów pojawiły się napięte żyły- 300 metrów z stąd 2 osoby.- informowała
-Hinata prowadź!- powiedział młodzieniec
-Um- kiwnęła głową 
Naruto mocno odbił się od ziemi i wskoczył na gałąź drzewa a za nim niebiesko włosa. Użytkowniczka Byakugana rozsądnie prowadziła chłopaka....coś przeczuwała...Blondas raz po raz zerkał na dziewczynę, bacznie oglądając jej bladą twarz. "Oczy... ma piękne oczy" myślał uśmiechając się.Przez parę minut cała dwójka przedzierała się przez obfite gęstwiny leśne. Nie było z nimi łatwo. Wszędzie były ciernie oplatające drzewa. Były rozciągnięte tak aby nikt nie dał rady przedrzeć się do środka. Hinata biegła szybko by znaleźć się jak najszybciej tam skąd wydobywał się czyjś krzyk. Wiedziała, że nie wróży to nic dobrego. Nie była taka zwinna jak Blondas i zaplątała się w jedne z pnączy ostrej rośliny. Natychmiast jej ciało obróciło się w pionie o 180 stopni i Hyuuga zaczęła spadać w dół. Noga przez ciernie została poważnie zraniona i widać było jak roślina przybiera kolor szkarłatu. Uzumaki zareagował błyskawicznie i z szybkością wiatru znalazł się przy rannej. Mocno ścisną jej ciało i delikatnie wylądował na zielonej kępie trawy. 
-Nnaruto-kun- mówiła zawstydzona dziewczyna
-Hinata! Nic ci nie jest?- zapytał zatroskany
-Moja noga....ciernie ją zraniły- odpowiedziała wyciągając z schowka przy nodze  bandaż.
-Pozwól, że ja to zrobię- powiedział uśmiechając się szeroko i biorąc od niej opatrunek
-Arigato- powiedziała przyglądając się jak żółto-włosy owija jej nogę
-Następnym razem zwolnimy trochę- powiedział z lekkim uśmiechem
-Naruto-kun idź sam....y...ja nie dam rady....- powiedziała zawodząc się na sobie
-Nie szkodzi, że masz ranną nogę-oznajmił blondas- Chodź wezmę cię - proponował
-Eh.....um....No dobrze- uległa wchodząc na plecy młodzieńca
Drużyna ponownie wyruszyła. Tym razem lawendooka prowadziła wraz z Blondynem. Bohater przemieszczał się szybko ale w miarę delikatnie, po to by przejazd dziewczyny na jej plecach był wygodny. 
-Została ostatnia warstwa!- to powiedziawszy Naruto przystaną na chwilę, pozwolił zejść z niego Hinacie.
-Rasengan!- krzycząc to niebieską kulą rozwalił ostatnią ścianę cierni.
Wtem ujrzeli zamaskowaną postać, noszącą długi czarny płaszcz, która nastawiała broń na kobietę. Dziewczyna była chuda i w miarę wysoka. Miała bladą karnację. Oczy jej były krwiste, pełne smutku i bólu. Włosy miała czarne. Na sobie miała krótki szary płaszcz z czerwonymi zakończeniami sięgający jej do kolan z długimi rękawami i ze znakiem Konohy. Pod płaszczem miała bluzkę z czarnej siatki tak jak Hinata  z czarnym materiałem zakrywającym biust. Nosiła czarne rybaczki z białym paskiem. Łydki aż do kostek były owinięte bandażami."Skądś ją znam....ten głos" myślał blondyn
-Zostaw ją!- krzyknął Naruto.
-Haha- zachichotała pogardliwie nieznajoma.
-Taju kage bunshin no jutsu- powiedział
Wokół całego lasu zaczęły pojawiać się klony Niebieskookiego.
-Hmmm....cieniste klony...ciekawe- powiedziała odstawiając katanę. "Będzie zabawnie"-pomyślała
-Suiton Mizurappa!- krzycząc to kobieta skoczyła do góry i z ust wypuściła strumień wody po czym zniknęła. 
-Kuso gdzie ona się podziała?!- zapytał zdumiony Naruto
Rozejrzał się chwilę po okolicy.Wszędzie były drzewa, zielone krzewy i skały. Oglądając tak zauważył jakiś bordowy płaszcz leżący obok nieznajomej.
-Onnesan nic ci nie jest?- zapytała troskliwie niebiesko włosa
-Nie...-odpowiedziała spokojnym tonem
-To ty! Z Ichiraku Ramen!!!- krzyczał zdenerwowany żółto włosy
-A oto i nasz sławny bohater wioski Liścia, który lubi wyzywać kobiety - mówiła dziewczyna uśmiechając się fałszywie- nie prosiłam cię o pomoc-dodała
-Nnaruto-kun nie możliwe! - powiedziała słodkim głosem Hinata 
-Nie wiedziałem, że jesteś kobietą bo miałaś płaszcz na sobie - oznajmił 
-Huh...Serio? Widać, że spostrzegawczy nie jesteś...- powiedziała oburzona poprawiając swoje bujne czarne włosy i wkładając bordowy płaszcz.
-A może jakieś małe dziękuje?- oczekiwał na podziękowania 
 -Haha!-zaśmiała się głośno- Tobie? Śmieszny jesteś...- oznajmiła pogardliwym głosem.
-Chikusho!- klną
-Idę nie potrzebuje waszej pomocy- powiedziała odchodząc
-Onnesan! Poczekaj!- krzyknęła granatowowłosa- chodź z nami będziesz  bezpieczniejsza!- dodała
-Nie mam zamiaru towarzyszyć tej ofierze losu!- oznajmiła
"Ta....!!!" myślał nastawiając się do ataku
Postać powoli odchodziła. Dziwne ,jej kroki były wolne, takie jakby z trudem mogła postawiać stopę. Jej oddech strasznie dyszał, był bardzo ciężki. Ręka usadowiona była na brzuchu. Krok za krokiem stawał się wolniejszy aż w końcu upadła. Cała dwójka od razu pobiegła do niej. Nieznajoma widziała tylko wirujące liście i rozmazane postacie. Granatowowłosą dziewczynę i znienawidzonego Blondyna...



                                                   Ciąg dalszy nastąpi :>

To już koniec mam nadzieję, że się podobało ;) Przepraszam z góry za błędy i wgl :P Dzięki za przeczytanie ^^




środa, 21 stycznia 2015

Rozdział IV

                                             Miłość może wszystko

Hinata ocknęła się w małym pomieszczeniu z kilkoma łóżkami. Białe ściany, pościele łóżek i podłoga wskazywały że był to szpital. Była tam sama ale zza drzwi słyszała jakieś głosy. Po wytężeniu swego słuchu rozpoznała głosy Kiby i Naruto.
-To wszystko twoja wina głupku!- krzyczał Inzuka.
Chłopak przybrał ponurą twarz i spuścił wzrok w dół.
-Patrz co narobiłeś! Mogła umrzeć! - krzyknął uderzając Uzumakiego w twarz.
Z wargi blondyna zaczęła lecieć krew. Czując to nastolatek wytarł ją swoim rękawem.
-Kiba przestań!- powiedziała stanowczo przychodząca w ostatniej chwili Sakura.
-Nie...Należy mi się- winił się.
-Naruto, to nie twoja wina- powiedziała zielonooka.
Ninja spojrzał na Sakure przypomniał sobie wzrok Hinaty i znów stał się smutny.
-Miałem chronić swoich przyjaciół....Ta moja pycha i chwała, którą mi przyniosło zwycięstwo nad  Madarą zaślepiła mnie przez co zapomniałem o najważniejszym...o moich przyjaciołach.- tłumaczył.
Mężczyzna ponownie spuścił głowę w dół. Kochał mocno Sakurę lecz dobrze wiedział, że ona kocha Sasuke. Od małego czuł do niej coś więcej lecz z czasem zrozumiał, że nie ma to sensu. Po wyznaniu niebieskowłosej, ignorował ją jakby to zdarzenie nie miało miejsca i zrobił niesłusznie. Dobrze wiedział co dla niego zrobiła, jak się poświęciła by ratować jego życie. W całym swoim żywocie rzadko ktoś go ratował, to on zawsze ochraniał swych bliskich. Czyn jej był dla niego czymś wyjątkowym, od czasu młodości nikomu tak na nim nie zależało. Ona była gotowa poświęcić się dla niego. W końcu zrozumiał, że to ona była tą, która kochała go zawsze. Nigdy w niego nie zwątpiła. Gdy raz w akademii nie udało mu się stworzyć klona wszyscy się z niego się śmiali ale nie ona. Potajemnie patrzyła jak ćwiczył i z namiastką wiary w niego kibicowała mu choć inni nie dawali mu szans. To ona podczas egzaminu na chunina podarowała mu maść, ponieważ się o niego troszczyła. Z sympatii upiekła dla niego ciastka z jego podobizną.Podczas inwazji gdy był w potrzasku ona nie mogła znieść tego, że okrutny Pain ma odebrać mu życie. Dlatego też pobiegła do niego z odsieczą by choć trochę zmienić jego położenie. Była gotowa oddać za niego życie, bo wierzyła, że to on zmieni chłodny i pełny bólu świat. Nigdy jej nie doceniał lecz w chwili obecnej poczuł do niej coś więcej...Nie miał odwagi (choć miał jej wiele) pójść i przeprosić ją za wszystko. Obrzucony złowrogimi spojrzeniami Kiby skierował się w stronę wyjścia, oni zaś zostali by po niedługim czasie zobaczyć jak tam z samobójczynią.
                                                                           ***
Hinata słysząc ich rozmowę ponownie się załamała. Znów poczuła, że zrobiła kolejny błąd. Ścisnęła mocno koc, który był w jej dłoni i zapłakała. Po jej policzkach leciała łza za łzą. Odgarnęła włosy na bok, otarła ręką łzy i wstała. W momencie wstawania bardzo zabolała ją rana od kunaia przez co upadła. Owijający ranę bandaż błyskawicznie przybrał kolor szkarłatu. Dziewczyna przycisnęła dłoń do podłogi i wstała. Ponownie poczuła ból w okolicach serca lecz tym razem nie upadła tylko zacisnęła zęby, ręką złapała się za piersi i starała się nie upaść. Rozejrzała się chwile po pokoju. Chciała bardzo uciec i nigdy nie wrócić by samotnie skonać pośród samotności. Zastanawiała co może być jej drogą ucieczki. Wtem dostrzegła otwarte okno. Widząc tylko jedyne wyjście zaczęła kroczyć w jego stronę. Gdy dzielił ją krok od ucieczki lekko się zachwiała prawie upadla gdyby nie to, że w ostatniej chwili złapała się za parapet. Z trudem wdrapała się na niego. Rześkie powietrze otoczyło granatowowłosą a wiatr rozwiewał jej bujne włosy. Słońce będące już w kącie 90 stopni rozświetlało jej piękną lecz smutną twarz."Muszę skoczyć"- myślała- "To jedyne wyjście z tego, żeby uciec od tego bólu". Wahała się przez chwilę ale widząc obraz Naruto przed oczyma nabrała odwagi i skoczyła. Szpital był bardzo wysoki. Liczył około 15 pięter. Wielki dach i na nim szyld wyróżniał owy budynek. Długa droga w dół czekała zrozpaczoną niebieskowłosą."Muszę umrzeć tak będzie najlepiej"-myślała w czasie lotu a łzy znów poczęły lać się niemiłosiernie. Nie miała siły by swobodnie wylądować na ziemi i nawet nie miała zamiaru. Jej ciało bez ruchu spadało coraz szybciej na dół przekraczając kolejne piętra. Zamknęła oczy. Widziała ciemność, straszną, mroczną, z której wyłaniała się powoli postać. Smutna, mała osóbka, odrzucona przez wszystkich. Płakała straszliwie widząc szczęśliwe, małe uśmiechnięte twarze idące ze swoimi rodzicami. Lecz wtem zmieniła się, na jej twarzy zawitał gorący i szeroki uśmiech a obok niej przyjaciel i miłość. Potem zaczęło ją otaczać coraz więcej osób przez co stała się szczęśliwa. Nagle poczuła czyiś dotyk. Poczuła jak silne ramiona łapią jej słabe i zranione ciało. Otworzyła oczy i zobaczyła twarz, która zawsze dodawała jej sił. Ten zaś widząc, że dziewczyna się ocknęła spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:
- Nie dam ci umrzeć! Tak jak ty chroniłaś mnie tak ja będę chronił ciebie.
Słowa te uderzyły jej dosłownie w sedno serca przez co otaczający go dym, czym prędzej opuścił jej kruche ciało. Zdziwił się młodzieniec próbując pojąć co to było.
-Naruto.....kun....- powiedziała Hinata po czym zemdlała.
           
Ciąg dalszy nastąpi.....Przepraszam za błędy i dziękuje za przeczytanie :3 Mam nadzieje że się spodobało Pozdr ;)

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział III

                                                   Nie dbam już o moje życie

Naruto w ciągu pościgu za Hinatą dużo rozmyślał. Źle się z tym czuł że na jej oczach pocałował Sakurę. Zastanawiał się, dlaczego tak zareagowała. Myśląc to przypomniał sobie inwazje Paina i wojnę. Skrawki wspomnień ukazały mu się przed oczyma. Jak niebieskowłosa uratowała go i przyczyniła się do zwyciężenia Nagato, jak dzielnie walczyła, jak upadała, jak go opamiętała uderzając w policzek. I wtem w głowie odezwał się głos "Kocham Cię Naruto". Wszystko stało się jasne. Blondyn zrozumiał że ona go kocha. Przez tyle lat był taki ślepy. W końcu wyjaśniło się, dlaczego Hinata była przy nim tak nieśmiała. Ujrzawszy wspomnienie, w którym serce jej przebija uczeń Jirayi zadrżało mu serce. Przyśpieszył trochę. Obawiał się najgorszego. Wychodził właśnie z wioski gdy nagle na drodze stanęła mu grupka młodych fanów.
-Naruto-kun!- krzyczały zachwycone dzieci.
Młodzieniec zatrzymał się. Mało laty otoczyły go kręgiem. Dokładnie przypatrywały się jego strojowi, włosom i twarzy. Był dla nich wielkim bohaterem. Dzięki niemu czuły się bezpiecznie. Gdy tak się na niego patrzyły jeden z nich podszedł i zapytał.
-Panie Naruto, czy mógł by pan sie mi tu podpisać- powiedział wyciągając z kieszeni mały kolorowy  notesik z wizerunkiem Naruto.
-Eeee.nie mogę teraz....muszę iść to bardzo ważne- oznajmił 
-Prosimy! Prosimy!- krzyczały
-Przepraszam was ale nie dzisiaj może następnym razem- to powiedziawszy, ponownie ruszył w pościg.Wiedział że jest blisko. Czuł to.
                                                                     
                                                                                          ***
Hinata biegła co sił długą i wąską ścieżką, którą otaczały drzewa. Nie chciała już widzieć na oczy swej sympatii. Był dla niej wzorem, za którym stąpała a teraz? Sama nie wiedziała. Zadał jej okropny ból ale jednak trochę rozumiała, że to był jego wybór. Zatrzymała się na chwile by nabrać tchu. Przysiadła przy niewielkim drzewie ciężko dysząc. Ból zalewał jej serce. Świat w jej oczach zrobił się szary. Tak bardzo go kochała. Miała nadzieje że podzieli jej uczucie. A tymczasem on pocałował inną. Odgarnęła włosy na bok i znów zaczęła płakać. Wiatr był łagodny, lekko bujał liście drzew. Kwiaty pachniały, słodka woń unosiła się w powietrzu. Ptaki przyjemnie śpiewały. Rozejrzała się. W oddali ujrzała bramę wioski i wychodzącą z niej parę zakochanych. Nie znała ich ale z zazdrością przyglądała się co robią. Rozmawiali przez chwilę, gdy nagle chłopak przytulił ją mocno i pocałował. Znów poczuła ból, łzy napłynęły do oczu.
"Tak, straciłam go"-myślała" I to wszytko moja wina, gdybym, tylko mogła wyznać mu co czuje"
Nagle wiatr stał się intensywniejszy. Z nieba zaczął padać deszcz. Mimo, że była pod drzewem krople moczyły jej ubranie i granatowe włosy.  Myśli jej zrobiły się czarne. Łzy płynęły z jej policzków jak rzeka. Serce bolało ją jak nigdy dotąd. Schowała głowę w kolanach.
- Myślałam, że kiedyś odwzajemni moje uczucie, jak mogłam tak pomyśleć? Kto by kochał kogoś  takiego jak ja? Kogoś kto jest zamknięty w sobie, delikatny i słaby! Jestem żałosna robiąc sobie  nadzieje... Ktoś wielki jak on nie pokocha takiego kogoś jak ja! Nie dbam już o moje życie  wiedząc że nie ma miejsca dla mnie w sercu Naruto!!!- mówiąc to wyciągnęła kunaia.
Twarz jej stała się poważna. Ręką przytknęła ostrze do serca, wzięła głęboki oddech. Ostatni raz przypomniała sobie uśmiech blondasa. Szeroki, miły, ciepły, życzliwy... Jego bujne blond włosy i z całej swej siły, jaką posiadała, wbiła czubek kunaia w lewą pierś.
-Hinata nie!!! -krzyknął przerażony młodzieniec.
Krew błyskawicznie zaczęła wylewać się z przebitego serca, ręce jej opadły a twarz zrobiła się sina.
Zdruzgotany Uzumaki czym prędzej podbiegł do samobójczyni i złapał jej twarz. Z ust fioletowookiej  zaczęła wydobywać się szkarłatna krew. Do oczu ninji zaczęły napływać łzy.
-Hinata, dlaczego?- pytał jej.
-E..Naruto-kun...odejdź- powiedziała cichym głosem.
-Pomocy!!- krzyknął, myśląc, że ktoś go usłyszy.
-Nie....e....- szepnęła dysząc
- Naruto-kun, wtedy gdy przybyliśmy do wioski...-urwała by nabrać odrobinę powietrza. Bowiem każde jej słowo sprawiało jej ból.
- Chciałam ci coś powiedzieć ale Sakura mi przerwała...-ponownie urwała
-Hinata co ty wygadujesz to teraz nie jest najważniejsze- odciągał młodzieniec
-A właśnie jest...- upierała się.
-Chciałam ci powiedzieć Naruto, że cię kocham....- wyznawała.
Chłopaka nie zdziwiło to wyznanie, ponieważ już w drodze odkrył że czuje coś do niego. Uniósł jej twarz i spojrzał jej prosto w jasnofioletowe oczęta. Ona zaś z trudnością mocniej odkryła powieki i zobaczyła tego samego chłopca, który niegdyś uratował jej życie. Łza popłynęła jej po policzku, gdyż przypomniała sobie jak to go wtedy zostawiła na pastwę losu. Ten błysk jego niebieskich oczu bił od niego jak od słońca ciepło.
- Dlaczego?- zapytał
- Ponieważ, nie mogę znieść tego bólu, który mi sprawiłeś...-urwała po czym dodała- Wiem, że to  jest twój wybór i nie kwestionuje go ale ja nic na to nie poradzę,  że moje serce  jest kaleczone. Nie  da się tego stłumić, gdyż cierpienie jest dla mnie za duże. Tak bardzo chcę abyś był  szczęśliwy...Lecz myśl, że jesteś z inną rozrywa moje serce na tysiące kawałków. Od dzieciństwa  czuje do ciebie ogromną miłość za to wszystko co dla mnie zrobiłeś.
-Co ty pieprzysz? Wszystko da się znieść! Ja w dzieciństwie nie miałem rodziców, przyjaciół,  znajomych rodziny, którą ty miałaś! Przez wiele lat byłem samotny. Ale nie poddałem się i szedłem  przed siebie wierząc, że to się odmieni. Popatrz teraz osiągnąłem prawie mój cel dzięki nadziei,  która nieustannie we mnie się rodzi. Mam teraz wszystko czego chciałem, bo dążyłem do celu. Ty  też możesz znaleźć inne wyjście. Masz dużo życia przed sobą, w którym wiele razy się zakochasz, to  nie jest  powód do odbierania sobie życia!- tłumaczył
-Wiem ile przeżyłeś, ile bólu miałeś ale ludzie są inni zrozum to. Ja nie jestem taka silna jak ty, mam  rodziców fakt ale zachowują się tak jakby w ogóle nimi nie byli. Jedyne co dla nich się liczy to  tylko siła i gałąź, którą mają się opiekować i chronić. Nikogo nie obchodzi, że matka i ojciec  powinni okazywać dzieciom odrobinę troski i czułości. Myślisz, że porzucę miłość do ciebie i  pokocham innego? Mylisz się moja więź jest zbyt wielka by można było jej łatwo się pozbyć.  Zachowujesz się jak Sasuke...- powiedziała padając z sił.
Ostatni raz spojrzała na ukochanego i przymknęła oczy. Znalazła się w dziwnym miejscu. Wszystko tam było takie pełne kolorów. Trawa pistacjowa, liście drzew turkusowe, złociste pola, kolorowe kwiaty. Słońce strzelało promieniami a niebo jarzyło się błękitem. Po środku był jakiś dym. Niby był bezkształtny ale u góry można było dojrzeć zarysy twarzy. To była kobieta. Piękna i młoda. Była smutna, zapłakana.
-Podejdź-powiedziała
Niebieskowłosa małymi krokami zbliżała się do niej. Bała się trochę tej postaci. Była taka mroczna. Biło od niej takie zło i smutek. Niepewnie zbliżała się do kobiety. Sama nie wiedziała, dlaczego się do niej zbliża. To wszystko było takie dziwne. Gdy dzielił ją tylko 1 krok od tajemniczej osoby usłyszała czyiś głos.
-Hinata!!!
                                                       CIĄG DALSZY NASTĄPI
Dziękuje za przeczytanie ^^ Jeśli macie jakieś rady czy coś piszcie w komach :3 Mam nadzieje, 
że się podobało pzdr ;>

                                                                  A tu mały giff <3


                                                   
                                                   
                                                           



piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział II

                                                                      Hinata zaczekaj!

A  tym czasem Naruto i Sakura byli w drodze do rezydencji hokage. Szli główną drogą siedziba nie była daleko. Uzumaki zaczął się rozglądać. Wszędzie były porozstawiane drewniane domy, w niewielu miejscach znajdowały się kamienne. Widać było, że niedawno zostały zbudowane. Na drodze był spory ruch. Ludzi było pełno, ciężko było im się przecisnąć.
-To Naruto Uzumaki!- krzykną ktoś z tłumu
-Oooo...to on!- szeptali rozstępując rannemu drogę
-To bohater naszej wioski!- następni wołali
-Co ty mówisz! Całego świata!- mówił inny ktoś
Chłopak miał trochę mętlik w głowie. Ludzie którzy niegdyś go nienawidzili zaczęli go podziwiać. Traktować jak jednego z nich, traktować jako "Bohatera". Zdziwienie opanowało jego twarz. "Oni....oni...uważają mnie a bohatera" nadal się dziwił
-Zróbcie przejście! Naruto Uzumaki idzie!- krzyczeli
-Aaaaah Naruto-kun -wzdychały konoszańskie dziewczęta
-Naruto-sama- wołały małe dzieci
-Eto....Sakura-chan co tu się dzieje- zapytał oszołomiony
-To dlatego, że dzięki tobie wygraliśmy wojnę. Wszyscy cię uwielbiają- oznajmiła Haruno
-Haha- śmiał się i machał, oglądając wszystkich konoszan, uśmiechających się do niego
-Wracaj do zdrowia Naruto-sama!- mówił ktoś
"W końcu tego dokonałem...Byłem sam, nikt mnie nie lubił...nikt nie kochał...ale nigdy się nie poddałem i tak wygrałem własne szczęście"- myślał nadal uśmiechając się
I tak prawie całą drogę witał się z całymi tłumami, rozmawiał aż do samego wieczora. Gdy doszli prawie na miejsce Naruto spytał:
-Sakura-chan, powiedz mi prawdę, gdzie jest Sasuke?
Dziewczyna zatrzymała się, i że spuszczoną głową powiedziała:
-Odszedł...Gdy razem walczyliście on także stracił rękę. Był w szpitalu i także sądzono, że już nigdy jej nie odzyska. I wtedy właśnie przybył Kabuto. Chciał jakiś niewinnych ludzi pozbawić kończyn i jednemu zabrał dla Sasuke. Ten poprosił, żeby i ciebie wyleczył, jednak Tsunade dała warunek, że jeżeli znajdzie się jakiś ochotnik, to wtedy wyda zgodę. Nie mogli go znaleźć więc ostatnim wyjściem był Kabuto. Znając jego on już dawno sobie załatwił, nową rękę od jakieś niewinnej osoby. Gdy wracałam do wioski spotkałam Sasuke na drodze.Widziałam ten jego przeszywający i lodowaty wzrok jakby coś go trapiło. Nie był zbyt zadowolony. Powiedział że odchodzi i żebym go nie szukała...Ehhh trapi mnie to ogromnie...Myślałam, że wróci tak bardzo za nim tęsknię...-zwierzała się wzdychając.
-To dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałaś!?-krzykną zdenerwowany Naruto.
-Bo byłeś w śpiączce głupku! A po za tym myślisz, że byłam w stanie?-mówiła z załamującym się głosem.
Ninja zatrzymał się. Rozumiał jej ból, ponieważ on też stracił bliską sobie osobę. Choć nie kochał go jak ona to jego więź była czymś więcej niż przyjaźnią. Była więzią, która choć nie łączyła ich więzami krwi to jednak łączyła ich w sposób słowom nie do opisania. Byli oni jak bracia rodzeni z krwi i kości.
-Przepraszam cię poniosło mnie- powiedział po czym zbliżył się do niej.
- Straciłam go, odszedł i wydawało się że już nigdy nie wróci-mówiła płacząc gorzkimi łzami- I gdy wrócił, nadzieja we mnie zaczęła się odradzać, czułam szczęście. Moje serce uwolniło się od bólu,  który był spowodowany jego odejściem. Odrodziłam się na nowo on dał mi siłę do walki podczas  wojny. I nagle moje nadzieje zgasły jak gwiazda na niebie. Załamałam się. Znów go straciłam
-Sakura...-nie dokończył, ponieważ Sakura rzuciła mu się w ramiona.
Na twarzy młodego mężczyzny zaczęło się malować zdumienie. Bowiem nigdy nie doznał aż tak ciepłego uścisku, który podarowała mu Różowo włosa. Rozumiał, że jest jej ciężko. Wiedział że tylko on jest dla niej osobą, która ją zrozumie. Co prawda miała rodziców ale oni by jej nie zrozumieli. Trzeba przyznać że są trochę "dziwni". Zastanawiał się przez chwilę co zrobić. Nigdy nie był w takiej sytuacji. Pomyślał chwilę po czym powiedział:
-Sakura wiem jak ci jest ciężko. Podzielam twój ból. Przywiodę tu Sasuke tak jak ci  to obiecałem.  Przywiodę go choćby mnie to kosztowało życie! Bo ja nie rzucam słów na wiatr- przyrzekał mocno  obejmując dziewczynę.
Sakura słysząc te słowa podniosła się na duchu. Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Przez chwilę wpatrywali się w siebie. Nagle ich głowy zaczęły się zbliżać ku sobie. Nie wiedzieli co się dzieje jakaś siła zbliżała ich do siebie.Dziwna woń unosiła się w powietrzu. Młody mężczyzna ułożył dłoń na jej policzku.Jeszcze raz popatrzył w jej zielone oczy i zbliżył wargi do jej ust. Zaczęli się całować. Chwile te były czymś nowym, nigdy tego nie doświadczyli. Piękne była ta chwila dla obu lecz niosła ze sobą konsekwencje. Otóż z za rogu wszystkiemu przypatrywała się odurzona dymem z fiolki Hinata. Widząc namiętny pocałunek jej przyjaciółki i sympatii, którą kochała nad życie uciekła. Zauważywszy to Naruto bez namysłu pobiegł za zrozpaczoną dziewczyną.

                                                      CIĄG DALSZY NASTĄPI....



                                                                   

                                                                        


czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział I

                                                           Końca początek

"Huh? Gdzie ja jestem"-myślał Naruto otwierając swe ciężkie powieki."Szpital?Eeem nie pamiętam co się stało....Ehhh. Sasuke..."
Sasuke!!!-krzyknął zrywając się z łóżka.
-Kch.....moja ręka...-powiedział łapiąc się za zranioną część ciała.
-Dlaczego jest zabandażowana?- zapytał zaciskając zęby z bólu.
-Naruto!- krzyknęła szczęśliwa Sakura -Na reszcie się obudziłeś- rzekła roniąc słone łzy
-Sakura-chan-szepnął niebieskooki -Czemu płaczesz?-pytał patrząc jak mokną jej od łez policzki
-Bo się martwiłam o ciebie głupku! Byłeś w śpiączce aż miesiąc!- odpowiadała donośnym głosem.
-Eeeeee! Aż miesiąc?- dziwił się
-A co się stało z moja ręką?- dopytywał się drapiąc po żółtej czuprynie.
-Walczyłeś tuż po zakończeniu wojny z Sasuke. Nikt nie wie nadal o co poszło. ANBU znalazło cię bez ręki, nieprzytomnego, bez krzty czakry w sobie. Byłeś w stanie krytycznym.Martwiliśmy się, że już nigdy nie będziesz  jej miał. To był szok dla wszystkich. Ale do wioski przybył Kabuto i użył pewnej zakazanej techniki. Poświęcił dla ciebie swoją rękę-opowiadała
-Kabuto?!- nie dowierzał "Dziwne on przecież jest zły, to przez niego większość ludzi umarło. A jak wszczepił mi coś do ręki? To jest zbyt podejrzane"-myślał
-Naruto, coś się stało?- zapytała różowowłosa
-Nic...Hm a gdzie Sasuke?- pytał szukając czarnowłosego po pokoju
Na te słowa dziewczyna smutno spojrzała na Blondasa. Z jej oczu ponownie zaczęły lecieć łzy ale bardziej gęste. Smutny wzrok zaczął zmieniać się w bolesny. Usta zaczęły jej drgać i wydawać dźwięki szlochu. Spojrzała się na niego, po czym wybiegła błyskawicznie z pokoju pozostawiając po sobie łzy....gorzkie łzy. Głupio się zrobiło chłopakowi. Chciał za nią pobiec ale ból nie dawał mu nawet drgnąć. Nie chciał jej zranić. Nie wiedział, że ten temat jest dla niej bolesny. "Co się z nim mogło stać?....Nie nie możliwe. Nie on nie mógł....on nie mógł umrzeć!"- krzyczał w myślach zaciskając mocno swe białe uzębienie.
-Sasuke....-szepnął po czym upadł na drewnianą podłogę i stracił przytomność.
-Naruto-kun! Obudź się! Obudź!- wrzasnęła zaniepokojona Hinata
-Co robić? Co robić? Pomocy!- wołała lekko potrząsając niebieskookim.
Niestety nikt się nie odezwał.
-Shosen no jutsu!-powiedziała a jej dłonie otoczyło zielona czakra.
-Jego oddech jest zbyt szybki- panikowała
-Byakugan!-rzekła a wokół jej oczu pojawiły się żyły.
-Brakuje mu czakry... dziwne...przecież ma w sobie kyuubiego a po za tym sam ma jej bardzo dużo...-powiedziała po czym cząstka zielonej czakry przybrała kolor lawendy i wchłonęła do ciała nieprzytomnego.
Zadziałało to na niego błyskawicznie. Od razu zaczął  oddychać w normalnym tempie i otwierać swe niebieskie oczy. Świat w jego oczach był zamazany. Przed sobą ujrzał chudziutką granatowowłosą dziewczynę. Lawendowe przestraszone oczka bacznie oglądały jego twarz. Czuł czyjś dotyk. Delikatne lecz chłodne dłonie trzymały jego głowę. Światło padało na tę osobę, która piękniała wraz z każdą minutą. Ciepłe łzy spadały na jego bladą twarz. Spadając błyszczały jak spadające gwiazdy. 
-Hhinata?- wymamrotał nadal spoglądając na jej twarz.
-Naruto-kun -mówiła przez łzy
-Co ty tu robisz?-zapytał się zdziwiony
-Martwiłam się o ciebie - powiedziała pomagając mu wstać
-Co się stało?- dopytywał się
-Straciłeś przytomność- oznajmiła wycierając łzy swoim rękawem.
-Sakura-chan...muszę jej poszukać...- rzekł próbując stanąć na nogi.
-Naruto-kun musisz odpoczywać, dopiero co straciłeś przytomność jesteś bardzo słaby- martwiła się
-E...cóż no tak, ale...muszę z nią pogadać....yyy...jeżeli nie chcesz mnie puścić samego...to może byś mi pomogła jej poszukać-  zaproponował uśmiechając się smutnie.
Ta na te słowa kiwnęła głową i złapała za jego zdrową rękę i położyła na swoich barkach.
-Nie jest ci za ciężko?- zapytał 
-Nie...-powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Yyyy...Hinata wiesz może co stało się z Sasuke?- dopytywał się idąc wraz z nią w stronę wyjścia.
-Nie, przykro mi...- odpowiedziała lawendooka.
Nastała chwila ciszy. Wokół tylko słychać było uliczny gwar. Wszędzie roiło się od szaleńczych biegów dzieci i wesołych chichotów. Radość przepełniała to miejsce, jak za czasów Naruto, gdy był jeszcze małym rozrabiaką. Tylko oni we dwoje szli z ponurym wzrokiem, patrząc w dół. Kroczyli powoli, Hinata nie chciała się spieszyć, ponieważ  niebieskooki odniósł wielkie obrażenia z pojedynku z najlepszym przyjacielem i każdy błyskawiczny krok mógłby sprawić mu ból a tego nie chciała. Chwila ta była dla niej wielkim krokiem do spełnienia jej najskrytszego marzenia, by być tak blisko tego małego głuptaska, jak Sasuke lub Sakura. Lekki płomyk nadzieji palił się w jej zakochanym sercu, że kiedyś ona także będzie wraz z nim spędzała tyle czasu co członkowie jego drużyny. Cienie nastolatków ciągnęły się po karmazynowej drodze, przypominając wysokich wielkoludów. Gdy wszystko ucichło granatołosa stanęła na chwilę po czym rzekła:
-Naruto, chciałam ci coś powiedzieć- oznajmiła lekko się rumieniąc.
-Tak?-nasłuchiwał czekając co mu powie młoda dziewczyna.
Hinata przyłożyła dłoń do swego serca.
-Wiesz Naruto od tylu lat cię obserwuje, jesteś kimś za kim chcę dążyć aż do kresu mego życia. 
 Pokazałeś że można się zmienić i choć bardzo ciężko jest w życiu trzeba się podnieść i iść przed  siebie z uśmiechem. Ty dałeś mi odwagę, która odmieniła moje życie ty odmieniłeś moje życie. 
 Chciałam ci powiedzieć że jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym i że cie....
-Sakura-chan! Wszędzie cię z Hinatą szukaliśmy! Chciałem cie przeprosić- przepraszał
-Eh.....nie ważne...Tsunade-sama  cię szukała..-odezwała się ponuro.
-Dobrze zaraz przyjdę. Co chciałaś mi powiedzieć Hinata?-zapytał
-Yyyy...eeeee....że cie bardzo lubię- skłamała 
-Ja ciebie też Hinata- powiedział z uśmiechem
-Hinata nie musisz go już nieść ja się tym zajmę- oznajmiła zielonooka wciąż mając wzrok pełen żalu.
-Um -kiwnęła głową i zdjęła rękę Blondasa z jej ramion.
-To co potem się zobaczymy Hinata w Ichiraku-ramen?-zapytał szczerząc swoje śnieżne zęby.
-Um- ponownie kiwnęła głową na zgodę.  
-Sajonara!- żegnał się
 Pozostawiona przez Blondasa dziewczyna zawiodła się na sobie. Otóż myślała że ma odwagę żeby ponownie wyznać swoją miłość do niego. Zmartwiła się tym bardzo.
"Dlaczego mu tego nie wyznałam?"-pytała sama siebie
"Czy to aż takie trudne??? Tak bardzo go kocham...Nie chcę go stracić. On jest jedynym, który okazał mi taką troskę i to dzięki niemu się zmieniłam bardziej otwarłam na świat..."-myślała
Nagle jej myślenie przerwał jakiś chudy lecz dostojnie  ubrany starszy człowiek, trzymający jakąś fiolkę.
-Czy mogła by się pani odsunąć? Niosę bardzo ważną przesyłkę- informował
Hinata obróciła się. Jej łokieć osuną się o nieznajomego. Ten się wywrócił i upuścił ową przesyłkę.
-Proszę mi wybaczyć!- przepraszała
-Ehhh...Co ja teraz powiem klientowi? Marny ze mnie dostawca....- martwił się 
-Byłam zamyślona...przepraszam- tłumaczyła się
Mężczyzna obrócił się i odszedł. Nie odezwał się do niebieskowłosej ani słowem.
"Powinnam była bardziej uważać"- obwiniała się
Źle się bardzo czuła z powodu zbicia tej przesyłki. Tak bardzo o tym myślała, że nawet nie zauważyła, że z rozbitych odłamków zniszczonej fiolki wydobył się czarny dym. Zbliżał się ku niej i gdy był już wystarczająco blisko wchłoną w jej ciało.
                                                             CIĄG DALSZY NASTĄPI 
Przepraszam za błędy( nie jestem dobra z ortografii) i mam nadzieje że się spodobało :3 Jak coś piszcie co się wam nie podoba i czy chcecie więcej pozdr ;>