czwartek, 14 maja 2015

Rozdział V

                                                 Nieznajoma

 D zień był cudowny. Słońce przyjemnie spoglądało, schowane delikatnie za śnieżnymi kłębkami chmur. Wiatr lekko bujał liście drzew. Hinata leżała w łóżku szpitalnym ubrana w kremową koszulę do kolan.
-Naruto-kun.....Uratował mnie-pomyślała czerwieniąc się i przyciskając śnieżny koc do piersi.
                                                                             *** 
Naruto jak zwykle przebywał w Ichiraku Ramen spożywając pożywny posiłek. Przypominał sobie cały bieg zdarzeń."Ciekawe co u Hinaty"myślał wcinając pałeczkami ciepły makaron. Wiele jej zawdzięczał, jej miłość, poświęcenie, uprzejmość, którą mu okazywała.....i to, że jako jedyna nie widziała w nim głupka tylko wielkiego bohatera, prawdziwego ninje z wioski Konohy. Nawet Sakurcia uważała go za skończonego durnia. "To co, że jest nieśmiała i mdleje na mój widok. Nie dziwię się jej, ojciec jedyne co chciał w swoich dzieciach widzieć to siłę i bezwzględność. Nie okazywał jej żadnych uczuć....Może i nie przeżyła tego co ja ale też cierpiała....". Rozmyślając tak nawet nie spostrzegł, że zjadł całe ramen.
Wtem ukazała się postać idąca przez puste ulice Konohy. Jej bordowy płaszcz ciągną się po ziemi a jej kaptur przykrywał tajemniczą twarz. Widać było tylko czarne kosmyki włosów lekko chwiejące się pod wpływem wiatru. Delikatnymi i powolnymi ruchami zmierzała do Ichiraku. Jej krok był wolny ale śmiały i pewny. Naruto bacznie przyglądał się nieznajomemu. Raz po raz słychać było tupot stóp stawiających kroki. "Kto to jest" myślał żółto włosy patrząc jak tajemnicza postać siada obok niego. 
- Kim jesteś?- zapytał
- To ty huh? Znany na całym świecie Naruto Uzumaki- odpowiedział nieznajomy słodkim lecz pogardliwym  głosem-
Pełen sławy bohater pyszny i dobry z obrazka huh?- dodała biorąc łyk wody
-Ty...!!!- denerwował się
-Rozkapryszony dzieciak z wielkim ego!-powiedziała  kładąc dłoń na blat.
-Co ty możesz wiedzieć?! - krzyczał zdenerwowany niebieskooki.
-Wiem na pewno więcej od ciebie przerośnięty głupku- warknęła odchodząc od niego.
-Nie odchodź teme!- krzyknął rozwścieczony biegnąc w stronę tajemniczej postaci
-I ty zwiesz się bohaterem huh? Ten, który wyzywa kobiety to ci przykład-powiedziawszy to zaczęła się śmiać  i zniknęła.
-EEE?!- krzyknął 
- Co się stało Naruto?- zapytał staruszek
-E...eh...nic....Ile płacę???- odpowiedział
-Na koszt firmy! Należy ci się Naruto!- powiedział z uśmiechem
-Arigato staruszku!-powiedział po czym skierował się w stronę lasu
Potężne wielkie rośliny otaczały blondyna. Ich zielone liście lekko chwiały się, przez co unosił się wokół szum...bardzo przyjemny. Ogarną go zapach rześkości, czystego powietrza, które aż miło było nabierać do płuc. "Brakowało mi tego.....Tego spokoju,ulgi...." To pomyślawszy podszedł  do drzewa. "Pamiętam to....pamiętam"myślał dotykając wyrytych dawno temu linii. "Jakże wiele wspomnień tu pozostawiłem tego, że brnąłem do upragnionego marzenia...Jak wiele potu i krwi wylałem tu. A teraz ponownie jestem tu silniejszy. Osiągnąłem prawie mój cel. Kto by pomyślał najgłośniejszy smarkacz w wiosce został bohaterem"- chichotał
Wtem przed oczyma znów ujrzał postać z knajpy. "Kto to mógł być" myślał opierając się o starego dęba. "Nie znam jej a przynajmniej jej chakry...jest jakaś dziwna" dumał. 
-Naruto-kun- odezwał się słodki głosik
-A Hinata!- ucieszył się młodzieniec- Co tu robisz?-dopytywał się
- Musiałam....eee..zaczerpnąć świeżego powietrza- powiedziała rumieniąc się
-Wszystko dobrze już z tobą?- zapytał
-Hai!- powiedziała wstydząc się-Przepraszam...em...za to wszystko....ee..nie wiem co we mnie wstąpiło-dodała
-Nic się nie stało- powiedział uśmiechając się- ważne, że  jesteś cała- dodał szczerząc białe zęby.
-Em....Przysporzyłam tylko kłopotów....Jak odchodziłeś z Sakurą, napotkałam pewnego dostawcę...Niósł jakąś przesyłkę a ja ją zbiłam...tak się za to winiłam, że nie zauważyłam jak szary dym z fiolki zmierza ku mnie...Opanował moje emocje.....zaostrzył je....ja...ja naprawdę przepraszam...-powiedziała ze łzami w oczach.
-Hinata- szepnął kładąc na jej policzku dłoń- Nic się nie stało na prawdę. Wyjaśnimy to jutro. Pójdziemy do Tsunade i porozmawiamy nie martw się- dodał ocierając łzy lawendookiej.
-Naruto-kun arigato- szepnęła słodko 
-Aaaaaaaa!!!- odezwał się nieznajomy krzyk
-Huh? Co to?- zapytała dziewczyna
-Byakugan!-krzyknęła Hyuuga a wokół jej oczodołów pojawiły się napięte żyły- 300 metrów z stąd 2 osoby.- informowała
-Hinata prowadź!- powiedział młodzieniec
-Um- kiwnęła głową 
Naruto mocno odbił się od ziemi i wskoczył na gałąź drzewa a za nim niebiesko włosa. Użytkowniczka Byakugana rozsądnie prowadziła chłopaka....coś przeczuwała...Blondas raz po raz zerkał na dziewczynę, bacznie oglądając jej bladą twarz. "Oczy... ma piękne oczy" myślał uśmiechając się.Przez parę minut cała dwójka przedzierała się przez obfite gęstwiny leśne. Nie było z nimi łatwo. Wszędzie były ciernie oplatające drzewa. Były rozciągnięte tak aby nikt nie dał rady przedrzeć się do środka. Hinata biegła szybko by znaleźć się jak najszybciej tam skąd wydobywał się czyjś krzyk. Wiedziała, że nie wróży to nic dobrego. Nie była taka zwinna jak Blondas i zaplątała się w jedne z pnączy ostrej rośliny. Natychmiast jej ciało obróciło się w pionie o 180 stopni i Hyuuga zaczęła spadać w dół. Noga przez ciernie została poważnie zraniona i widać było jak roślina przybiera kolor szkarłatu. Uzumaki zareagował błyskawicznie i z szybkością wiatru znalazł się przy rannej. Mocno ścisną jej ciało i delikatnie wylądował na zielonej kępie trawy. 
-Nnaruto-kun- mówiła zawstydzona dziewczyna
-Hinata! Nic ci nie jest?- zapytał zatroskany
-Moja noga....ciernie ją zraniły- odpowiedziała wyciągając z schowka przy nodze  bandaż.
-Pozwól, że ja to zrobię- powiedział uśmiechając się szeroko i biorąc od niej opatrunek
-Arigato- powiedziała przyglądając się jak żółto-włosy owija jej nogę
-Następnym razem zwolnimy trochę- powiedział z lekkim uśmiechem
-Naruto-kun idź sam....y...ja nie dam rady....- powiedziała zawodząc się na sobie
-Nie szkodzi, że masz ranną nogę-oznajmił blondas- Chodź wezmę cię - proponował
-Eh.....um....No dobrze- uległa wchodząc na plecy młodzieńca
Drużyna ponownie wyruszyła. Tym razem lawendooka prowadziła wraz z Blondynem. Bohater przemieszczał się szybko ale w miarę delikatnie, po to by przejazd dziewczyny na jej plecach był wygodny. 
-Została ostatnia warstwa!- to powiedziawszy Naruto przystaną na chwilę, pozwolił zejść z niego Hinacie.
-Rasengan!- krzycząc to niebieską kulą rozwalił ostatnią ścianę cierni.
Wtem ujrzeli zamaskowaną postać, noszącą długi czarny płaszcz, która nastawiała broń na kobietę. Dziewczyna była chuda i w miarę wysoka. Miała bladą karnację. Oczy jej były krwiste, pełne smutku i bólu. Włosy miała czarne. Na sobie miała krótki szary płaszcz z czerwonymi zakończeniami sięgający jej do kolan z długimi rękawami i ze znakiem Konohy. Pod płaszczem miała bluzkę z czarnej siatki tak jak Hinata  z czarnym materiałem zakrywającym biust. Nosiła czarne rybaczki z białym paskiem. Łydki aż do kostek były owinięte bandażami."Skądś ją znam....ten głos" myślał blondyn
-Zostaw ją!- krzyknął Naruto.
-Haha- zachichotała pogardliwie nieznajoma.
-Taju kage bunshin no jutsu- powiedział
Wokół całego lasu zaczęły pojawiać się klony Niebieskookiego.
-Hmmm....cieniste klony...ciekawe- powiedziała odstawiając katanę. "Będzie zabawnie"-pomyślała
-Suiton Mizurappa!- krzycząc to kobieta skoczyła do góry i z ust wypuściła strumień wody po czym zniknęła. 
-Kuso gdzie ona się podziała?!- zapytał zdumiony Naruto
Rozejrzał się chwilę po okolicy.Wszędzie były drzewa, zielone krzewy i skały. Oglądając tak zauważył jakiś bordowy płaszcz leżący obok nieznajomej.
-Onnesan nic ci nie jest?- zapytała troskliwie niebiesko włosa
-Nie...-odpowiedziała spokojnym tonem
-To ty! Z Ichiraku Ramen!!!- krzyczał zdenerwowany żółto włosy
-A oto i nasz sławny bohater wioski Liścia, który lubi wyzywać kobiety - mówiła dziewczyna uśmiechając się fałszywie- nie prosiłam cię o pomoc-dodała
-Nnaruto-kun nie możliwe! - powiedziała słodkim głosem Hinata 
-Nie wiedziałem, że jesteś kobietą bo miałaś płaszcz na sobie - oznajmił 
-Huh...Serio? Widać, że spostrzegawczy nie jesteś...- powiedziała oburzona poprawiając swoje bujne czarne włosy i wkładając bordowy płaszcz.
-A może jakieś małe dziękuje?- oczekiwał na podziękowania 
 -Haha!-zaśmiała się głośno- Tobie? Śmieszny jesteś...- oznajmiła pogardliwym głosem.
-Chikusho!- klną
-Idę nie potrzebuje waszej pomocy- powiedziała odchodząc
-Onnesan! Poczekaj!- krzyknęła granatowowłosa- chodź z nami będziesz  bezpieczniejsza!- dodała
-Nie mam zamiaru towarzyszyć tej ofierze losu!- oznajmiła
"Ta....!!!" myślał nastawiając się do ataku
Postać powoli odchodziła. Dziwne ,jej kroki były wolne, takie jakby z trudem mogła postawiać stopę. Jej oddech strasznie dyszał, był bardzo ciężki. Ręka usadowiona była na brzuchu. Krok za krokiem stawał się wolniejszy aż w końcu upadła. Cała dwójka od razu pobiegła do niej. Nieznajoma widziała tylko wirujące liście i rozmazane postacie. Granatowowłosą dziewczynę i znienawidzonego Blondyna...



                                                   Ciąg dalszy nastąpi :>

To już koniec mam nadzieję, że się podobało ;) Przepraszam z góry za błędy i wgl :P Dzięki za przeczytanie ^^




środa, 21 stycznia 2015

Rozdział IV

                                             Miłość może wszystko

Hinata ocknęła się w małym pomieszczeniu z kilkoma łóżkami. Białe ściany, pościele łóżek i podłoga wskazywały że był to szpital. Była tam sama ale zza drzwi słyszała jakieś głosy. Po wytężeniu swego słuchu rozpoznała głosy Kiby i Naruto.
-To wszystko twoja wina głupku!- krzyczał Inzuka.
Chłopak przybrał ponurą twarz i spuścił wzrok w dół.
-Patrz co narobiłeś! Mogła umrzeć! - krzyknął uderzając Uzumakiego w twarz.
Z wargi blondyna zaczęła lecieć krew. Czując to nastolatek wytarł ją swoim rękawem.
-Kiba przestań!- powiedziała stanowczo przychodząca w ostatniej chwili Sakura.
-Nie...Należy mi się- winił się.
-Naruto, to nie twoja wina- powiedziała zielonooka.
Ninja spojrzał na Sakure przypomniał sobie wzrok Hinaty i znów stał się smutny.
-Miałem chronić swoich przyjaciół....Ta moja pycha i chwała, którą mi przyniosło zwycięstwo nad  Madarą zaślepiła mnie przez co zapomniałem o najważniejszym...o moich przyjaciołach.- tłumaczył.
Mężczyzna ponownie spuścił głowę w dół. Kochał mocno Sakurę lecz dobrze wiedział, że ona kocha Sasuke. Od małego czuł do niej coś więcej lecz z czasem zrozumiał, że nie ma to sensu. Po wyznaniu niebieskowłosej, ignorował ją jakby to zdarzenie nie miało miejsca i zrobił niesłusznie. Dobrze wiedział co dla niego zrobiła, jak się poświęciła by ratować jego życie. W całym swoim żywocie rzadko ktoś go ratował, to on zawsze ochraniał swych bliskich. Czyn jej był dla niego czymś wyjątkowym, od czasu młodości nikomu tak na nim nie zależało. Ona była gotowa poświęcić się dla niego. W końcu zrozumiał, że to ona była tą, która kochała go zawsze. Nigdy w niego nie zwątpiła. Gdy raz w akademii nie udało mu się stworzyć klona wszyscy się z niego się śmiali ale nie ona. Potajemnie patrzyła jak ćwiczył i z namiastką wiary w niego kibicowała mu choć inni nie dawali mu szans. To ona podczas egzaminu na chunina podarowała mu maść, ponieważ się o niego troszczyła. Z sympatii upiekła dla niego ciastka z jego podobizną.Podczas inwazji gdy był w potrzasku ona nie mogła znieść tego, że okrutny Pain ma odebrać mu życie. Dlatego też pobiegła do niego z odsieczą by choć trochę zmienić jego położenie. Była gotowa oddać za niego życie, bo wierzyła, że to on zmieni chłodny i pełny bólu świat. Nigdy jej nie doceniał lecz w chwili obecnej poczuł do niej coś więcej...Nie miał odwagi (choć miał jej wiele) pójść i przeprosić ją za wszystko. Obrzucony złowrogimi spojrzeniami Kiby skierował się w stronę wyjścia, oni zaś zostali by po niedługim czasie zobaczyć jak tam z samobójczynią.
                                                                           ***
Hinata słysząc ich rozmowę ponownie się załamała. Znów poczuła, że zrobiła kolejny błąd. Ścisnęła mocno koc, który był w jej dłoni i zapłakała. Po jej policzkach leciała łza za łzą. Odgarnęła włosy na bok, otarła ręką łzy i wstała. W momencie wstawania bardzo zabolała ją rana od kunaia przez co upadła. Owijający ranę bandaż błyskawicznie przybrał kolor szkarłatu. Dziewczyna przycisnęła dłoń do podłogi i wstała. Ponownie poczuła ból w okolicach serca lecz tym razem nie upadła tylko zacisnęła zęby, ręką złapała się za piersi i starała się nie upaść. Rozejrzała się chwile po pokoju. Chciała bardzo uciec i nigdy nie wrócić by samotnie skonać pośród samotności. Zastanawiała co może być jej drogą ucieczki. Wtem dostrzegła otwarte okno. Widząc tylko jedyne wyjście zaczęła kroczyć w jego stronę. Gdy dzielił ją krok od ucieczki lekko się zachwiała prawie upadla gdyby nie to, że w ostatniej chwili złapała się za parapet. Z trudem wdrapała się na niego. Rześkie powietrze otoczyło granatowowłosą a wiatr rozwiewał jej bujne włosy. Słońce będące już w kącie 90 stopni rozświetlało jej piękną lecz smutną twarz."Muszę skoczyć"- myślała- "To jedyne wyjście z tego, żeby uciec od tego bólu". Wahała się przez chwilę ale widząc obraz Naruto przed oczyma nabrała odwagi i skoczyła. Szpital był bardzo wysoki. Liczył około 15 pięter. Wielki dach i na nim szyld wyróżniał owy budynek. Długa droga w dół czekała zrozpaczoną niebieskowłosą."Muszę umrzeć tak będzie najlepiej"-myślała w czasie lotu a łzy znów poczęły lać się niemiłosiernie. Nie miała siły by swobodnie wylądować na ziemi i nawet nie miała zamiaru. Jej ciało bez ruchu spadało coraz szybciej na dół przekraczając kolejne piętra. Zamknęła oczy. Widziała ciemność, straszną, mroczną, z której wyłaniała się powoli postać. Smutna, mała osóbka, odrzucona przez wszystkich. Płakała straszliwie widząc szczęśliwe, małe uśmiechnięte twarze idące ze swoimi rodzicami. Lecz wtem zmieniła się, na jej twarzy zawitał gorący i szeroki uśmiech a obok niej przyjaciel i miłość. Potem zaczęło ją otaczać coraz więcej osób przez co stała się szczęśliwa. Nagle poczuła czyiś dotyk. Poczuła jak silne ramiona łapią jej słabe i zranione ciało. Otworzyła oczy i zobaczyła twarz, która zawsze dodawała jej sił. Ten zaś widząc, że dziewczyna się ocknęła spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:
- Nie dam ci umrzeć! Tak jak ty chroniłaś mnie tak ja będę chronił ciebie.
Słowa te uderzyły jej dosłownie w sedno serca przez co otaczający go dym, czym prędzej opuścił jej kruche ciało. Zdziwił się młodzieniec próbując pojąć co to było.
-Naruto.....kun....- powiedziała Hinata po czym zemdlała.
           
Ciąg dalszy nastąpi.....Przepraszam za błędy i dziękuje za przeczytanie :3 Mam nadzieje że się spodobało Pozdr ;)