Miłość może wszystko
Hinata ocknęła się w małym pomieszczeniu z kilkoma łóżkami. Białe ściany, pościele łóżek i podłoga wskazywały że był to szpital. Była tam sama ale zza drzwi słyszała jakieś głosy. Po wytężeniu swego słuchu rozpoznała głosy Kiby i Naruto.-To wszystko twoja wina głupku!- krzyczał Inzuka.
Chłopak przybrał ponurą twarz i spuścił wzrok w dół.
-Patrz co narobiłeś! Mogła umrzeć! - krzyknął uderzając Uzumakiego w twarz.
Z wargi blondyna zaczęła lecieć krew. Czując to nastolatek wytarł ją swoim rękawem.
-Kiba przestań!- powiedziała stanowczo przychodząca w ostatniej chwili Sakura.
-Nie...Należy mi się- winił się.
-Naruto, to nie twoja wina- powiedziała zielonooka.
Ninja spojrzał na Sakure przypomniał sobie wzrok Hinaty i znów stał się smutny.
-Miałem chronić swoich przyjaciół....Ta moja pycha i chwała, którą mi przyniosło zwycięstwo nad Madarą zaślepiła mnie przez co zapomniałem o najważniejszym...o moich przyjaciołach.- tłumaczył.
Mężczyzna ponownie spuścił głowę w dół. Kochał mocno Sakurę lecz dobrze wiedział, że ona kocha Sasuke. Od małego czuł do niej coś więcej lecz z czasem zrozumiał, że nie ma to sensu. Po wyznaniu niebieskowłosej, ignorował ją jakby to zdarzenie nie miało miejsca i zrobił niesłusznie. Dobrze wiedział co dla niego zrobiła, jak się poświęciła by ratować jego życie. W całym swoim żywocie rzadko ktoś go ratował, to on zawsze ochraniał swych bliskich. Czyn jej był dla niego czymś wyjątkowym, od czasu młodości nikomu tak na nim nie zależało. Ona była gotowa poświęcić się dla niego. W końcu zrozumiał, że to ona była tą, która kochała go zawsze. Nigdy w niego nie zwątpiła. Gdy raz w akademii nie udało mu się stworzyć klona wszyscy się z niego się śmiali ale nie ona. Potajemnie patrzyła jak ćwiczył i z namiastką wiary w niego kibicowała mu choć inni nie dawali mu szans. To ona podczas egzaminu na chunina podarowała mu maść, ponieważ się o niego troszczyła. Z sympatii upiekła dla niego ciastka z jego podobizną.Podczas inwazji gdy był w potrzasku ona nie mogła znieść tego, że okrutny Pain ma odebrać mu życie. Dlatego też pobiegła do niego z odsieczą by choć trochę zmienić jego położenie. Była gotowa oddać za niego życie, bo wierzyła, że to on zmieni chłodny i pełny bólu świat. Nigdy jej nie doceniał lecz w chwili obecnej poczuł do niej coś więcej...Nie miał odwagi (choć miał jej wiele) pójść i przeprosić ją za wszystko. Obrzucony złowrogimi spojrzeniami Kiby skierował się w stronę wyjścia, oni zaś zostali by po niedługim czasie zobaczyć jak tam z samobójczynią.
***
Hinata słysząc ich rozmowę ponownie się załamała. Znów poczuła, że zrobiła kolejny błąd. Ścisnęła mocno koc, który był w jej dłoni i zapłakała. Po jej policzkach leciała łza za łzą. Odgarnęła włosy na bok, otarła ręką łzy i wstała. W momencie wstawania bardzo zabolała ją rana od kunaia przez co upadła. Owijający ranę bandaż błyskawicznie przybrał kolor szkarłatu. Dziewczyna przycisnęła dłoń do podłogi i wstała. Ponownie poczuła ból w okolicach serca lecz tym razem nie upadła tylko zacisnęła zęby, ręką złapała się za piersi i starała się nie upaść. Rozejrzała się chwile po pokoju. Chciała bardzo uciec i nigdy nie wrócić by samotnie skonać pośród samotności. Zastanawiała co może być jej drogą ucieczki. Wtem dostrzegła otwarte okno. Widząc tylko jedyne wyjście zaczęła kroczyć w jego stronę. Gdy dzielił ją krok od ucieczki lekko się zachwiała prawie upadla gdyby nie to, że w ostatniej chwili złapała się za parapet. Z trudem wdrapała się na niego. Rześkie powietrze otoczyło granatowowłosą a wiatr rozwiewał jej bujne włosy. Słońce będące już w kącie 90 stopni rozświetlało jej piękną lecz smutną twarz."Muszę skoczyć"- myślała- "To jedyne wyjście z tego, żeby uciec od tego bólu". Wahała się przez chwilę ale widząc obraz Naruto przed oczyma nabrała odwagi i skoczyła. Szpital był bardzo wysoki. Liczył około 15 pięter. Wielki dach i na nim szyld wyróżniał owy budynek. Długa droga w dół czekała zrozpaczoną niebieskowłosą."Muszę umrzeć tak będzie najlepiej"-myślała w czasie lotu a łzy znów poczęły lać się niemiłosiernie. Nie miała siły by swobodnie wylądować na ziemi i nawet nie miała zamiaru. Jej ciało bez ruchu spadało coraz szybciej na dół przekraczając kolejne piętra. Zamknęła oczy. Widziała ciemność, straszną, mroczną, z której wyłaniała się powoli postać. Smutna, mała osóbka, odrzucona przez wszystkich. Płakała straszliwie widząc szczęśliwe, małe uśmiechnięte twarze idące ze swoimi rodzicami. Lecz wtem zmieniła się, na jej twarzy zawitał gorący i szeroki uśmiech a obok niej przyjaciel i miłość. Potem zaczęło ją otaczać coraz więcej osób przez co stała się szczęśliwa. Nagle poczuła czyiś dotyk. Poczuła jak silne ramiona łapią jej słabe i zranione ciało. Otworzyła oczy i zobaczyła twarz, która zawsze dodawała jej sił. Ten zaś widząc, że dziewczyna się ocknęła spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:
- Nie dam ci umrzeć! Tak jak ty chroniłaś mnie tak ja będę chronił ciebie.
Słowa te uderzyły jej dosłownie w sedno serca przez co otaczający go dym, czym prędzej opuścił jej kruche ciało. Zdziwił się młodzieniec próbując pojąć co to było.
-Naruto.....kun....- powiedziała Hinata po czym zemdlała.
Ciąg dalszy nastąpi.....Przepraszam za błędy i dziękuje za przeczytanie :3 Mam nadzieje że się spodobało Pozdr ;)